Reklama nie naprawi złej strony. Po czym poznać, że problem nie leży w kampanii

Są kampanie, które działają wzorowo i nie sprzedają nic. CTR-y powyżej średniej rynkowej, koszt kliknięcia niski, ludzie klikają chętnie. Wchodzą na stronę i koniec historii.

Pracowaliśmy z marką, w której dokładnie to się działo. Reklamy przyciągały uwagę, ruch płynął szeroką strugą, a sprzedaż stała. W końcu ktoś z zespołu wszedł na stronę docelową świeżym okiem i powiedział zdanie, które załatwiło całą diagnozę: „ta strona wygląda jak scam". I to był cały problem. Nie kampania, tylko strona.

Reklama ma jedno zadanie i na nim się kończy

Reklama ma doprowadzić właściwego człowieka na twoją stronę i na tym jej zadanie się kończy. Wszystko, co dzieje się po kliknięciu, to już robota strony. Możesz mieć najlepszą kreację w historii kategorii, idealne targetowanie i budżet bez limitu. Jeśli strona budzi nieufność, pieniądze na reklamę pracują tym gorzej, im lepiej działa kampania, bo sprawnie dowozisz ruch do miejsca, które ten ruch marnuje.

Po czym poznać, że problem jest w stronie, nie w kampanii

Wystarczy zestawić wskaźniki sprzed kliknięcia z tymi po kliknięciu.

Kampania robi swoje, gdy CTR jest na poziomie albo powyżej średniej dla branży (w e-commerce zwykle 1-2% i więcej), koszt kliknięcia jest rozsądny, a reklamy zbierają reakcje i komentarze.

Strona zabija sprzedaż, gdy współczynnik odrzuceń na ruchu z reklam przekracza 70-80%, czas na stronie liczy się w sekundach, a konwersja siedzi poniżej 0,5% przy sensownym ruchu.

Jeśli pierwsza grupa świeci na zielono, a druga na czerwono, masz odpowiedź: ruch jest dobry, strona go nie przyjmuje. Dokładanie budżetu do kampanii w tej sytuacji tylko zwiększa skalę straty.

Jak wygląda strona, której klient z reklamy ufa

Klient z reklamy to najbardziej nieufny typ klienta. Nie zna cię, nie szukał cię. Przerwałeś mu scrollowanie i masz kilka sekund, zanim oceni, czy można ci zaufać.

Podstawy wiarygodności: aktualny design (rozjeżdżające się elementy na telefonie i pikselowate zdjęcia krzyczą „tu coś jest nie tak"), pełne dane firmy z adresem, NIP-em i telefonem, opinie prawdziwych ludzi, znajome metody płatności (BLIK, znane bramki, logotypy banków), ceny i koszty dostawy jasne od początku oraz szybkie ładowanie na telefonie, bo większość ruchu z reklam to mobile. Do tego strona musi dotrzymywać obietnicy reklamy: klikam w reklamę konkretnego produktu, chcę wylądować na tym produkcie, nie na stronie głównej.

Sama karta produktu, w kolejności, w jakiej widzi ją klient: nagłówek z korzyścią, nie samą nazwą („Olej z czarnuszki – codzienna rutyna w jednym geście" mówi więcej niż „Olej z czarnuszki 250 ml"). Ocena i liczba opinii przy nazwie produktu, widoczne bez scrollowania. Zdjęcia produktu w użyciu zamiast samego packshotu na białym tle: w dłoni, w kuchni, w codziennym kontekście. Konkretne opinie z imionami („Magda z Poznania: zamówiłam drugi raz, bo…"). Sekcja FAQ rozbrajająca wątpliwości: jak stosować, kiedy dotrze, co jeśli nie podejdzie. I jeden wyraźny przycisk „Dodaj do koszyka", widoczny od razu i powtórzony na dole, zamiast trzech konkurujących.

Nic z tej listy nie wymaga przebudowy sklepu. To praca na istniejącej stronie: tekst, zdjęcia, kolejność elementów.

Test, który kosztuje zero złotych

Pokaż swoją stronę trzem osobom, które jej nie znają. Daj im 10 sekund i zadaj trzy pytania: co tu można kupić, kupiłbyś, a jeśli nie, co cię powstrzymuje. Odpowiedzi bolą, ale to najtańszy audyt świata. Zdanie „ta strona wygląda jak scam" nie padło z badania za dziesiątki tysięcy, tylko od człowieka, który po prostu spojrzał świeżym okiem.

Właściwa kolejność: najpierw strona, potem skala

Nie chodzi o to, żeby wstrzymywać reklamy do czasu idealnej strony, bo idealna nie będzie nigdy. Chodzi o kolejność inwestowania: jeśli dane pokazują, że ruch jest dobry, a konwersji brak, kolejna złotówka powinna pójść w stronę, nie w budżet mediowy. Poprawki po stronie sklepu są przy tym zwykle tańsze niż miesiące przepalania budżetu, a każda z nich podnosi konwersję z całego ruchu naraz: płatnego, organicznego i z polecenia.

Jak przetestować poprawki, żeby wiedzieć że działają

Przy dużym ruchu testy A/B: połowa odwiedzających widzi starą wersję, połowa nową, po dwóch-czterech tygodniach porównujesz konwersję. Narzędzia są wbudowane w większość platform sklepowych albo dostępne jako aplikacje.

Przy małym ruchu porównanie okresów przed i po zmianie, z ostrożnością na sezonowość i zmiany w kampaniach. Wprowadzaj zmiany paczkami i notuj daty („12 marca, nowe zdjęcia i opinie na karcie bestsellera"), bo bez tej notatki za miesiąc nie będziesz wiedział, co zadziałało. Najważniejsza metryka do śledzenia to konwersja z ruchu płatnego, osobno od organicznego.

FAQ

Skąd mam wiedzieć, czy mój CTR jest dobry?

Porównaj go ze średnimi dla branży (dla e-commerce na Meta zwykle 1-2%) i z własną historią. CTR stabilnie powyżej twojej średniej przy braku sprzedaży to podręcznikowy sygnał, że problem leży za kliknięciem.

Jaki współczynnik konwersji jest normalny w e-commerce?

W polskim e-commerce przeciętnie 1-2%. Poniżej 0,5% przy sensownym ruchu to sygnał alarmowy dla strony.

Czy mogę to sprawdzić bez analityka?

Tak. Wystarczą dane z panelu reklamowego (CTR, CPC) i podstawowy Google Analytics: odrzucenia, czas na stronie, konwersja. Zestawienie tych liczb obok siebie zwykle mówi wszystko.

Co poprawić najpierw, gdy budżet na zmiany jest mały?

Stronę produktu, na którą kierujesz reklamy, i proces płatności. To dwa miejsca, przez które przechodzi każda złotówka przychodu.

---

Zanim zwiększysz budżet na reklamy, sprawdź czy twoja strona nie wylewa ruchu, za który płacisz. W Advertivo patrzymy na kampanie i stronę jako jeden system, bo osobno żadne z nich nie sprzedaje. Chcesz świeże spojrzenie na swój sklep? Napisz.

Previous
Previous

Dużo dodań do koszyka, zero zakupów. Co się dzieje i co z tym robić